Wciśnięty reset

Stało się to, o czym mówił w sobotę Gary Cahill. Widocznie przerwa dała efekt, a piłkarze mogli chociaż na moment zyskać świeżość i energię. Na początku w meczu z West Bromem ciężko było to dostrzec, ale późniejsze etapy gry już jasno pokazały, że zawodnicy wyglądają całkowicie inaczej niż z Watfordem.

Na wstępie warto dodać, że mecz z Szerszeniami to był jakiś ewenement, bo meczów tak beznadziejnych w wykonaniu Chelsea się mimo wszystko nie spotyka. Pisząc beznadziejnych mam na myśli skalę rywala oczywiście, a także to jak wyglądało zaangażowanie zawodników. W meczu z Watfordem gracze z Londynu zwyczajnie się ośmieszyli i pokazali jak bardzo im nie zależy. Przynajmniej tak to wyglądało z boku. W końcu my, kibice, mamy prawo wymagać grania na 100% co mecz. Parafrazując Malarza: „Liga nam ucieka, Liga Mistrzów nam ucieka. Jesteśmy Chelsea Football Club k***a!” . Te oczekiwania, w starciu z rezultatem przelały czarę goryczy. Nie ukrywam, sam miałem sporo do zarzucenia zawodnikom, bo tym meczem okradli każdego fana z 2 godzin życia. Jednak patrząc na wczorajszą, całkowicie inną grę, jestem skłonny docenić 3 dniową przerwę od Antonio Conte. Hazard potrafiący wystrzelić na kilku metrach jak z procy, obrońcy zorganizowani, nawet Pedro jakoś wyglądał! Niesamowite, a jednak. Oczywiście nie mam zamiaru piać z zachwytu, bo gdyby nie fatalna skuteczność WBA (patelnia od Mosesa, błąd Christensena) to mecz mógłby o wiele inaczej wyglądać, a atmosfera na stadionie zagęściłaby się do maksimum. Czasami jednak szczęście jest konieczne. Ostatnim razem gdy się przełamaliśmy (Watford, wygrana 4-2 na Stamford), również potrzebowaliśmy Fortuny. Być może tak wygrane spotkanie daje więcej satysfakcji zawodnikom i trenerowi?

Wróćmy do tematu przerwy. Wczoraj zawodnicy wyglądali jak całkowicie zresetowani, zagrali jakby to był ten tak zwany kolejny dzień w biurze, a to co się wydarzyło wczoraj, było wczoraj. Odcinamy się od tego, pracujemy i patrzymy w przód. Gdyby taka atmosfera w klubie panowała do końca sezonu, to jestem optymistycznej myśli. Chociaż na razie ta maszyna jakby dopiero wystartowała z peronu i powoli się rozpędzała, to widać, że ktoś ma zamiar dodać do pieca jakikolwiek opał. Mowa tu o naszych ostojach, Eden Hazard znowu wznosi się na wysoki poziom, wydaje się to idealny moment, bo kiedy jak nie na Barcelonę? Ostatnim razem gdy Belg był w takiej formie, to również podnosiliśmy się z kryzysu, może historia się powtórzy? Przecież grudzień był dla nas udany, gdzie w lidze na 10 meczów wygraliśmy 8. Powtórzyć to teraz będzie ciężko, bo Chelsea czeka niesamowicie ciężki maraton, a trasa biegnie przez obie strony Manchesteru i Barcelonę. Byłbym za tym, aby dać zawodnikom szansę na całkowite zresetowanie i powrót na właściwą ścieżkę, a taką okazję dostaliśmy od losu już w piątek. Niebieska „10” gra ostatnio co mecz, mocno się zdziwiłem, że Conte trzymał Belga do końca spotkania. Również nasz drugi najlepszy obrońca – Christensen – znowu ma jakiś problem ze zdrowiem. Mam nadzieję, że Antonio Conte pomyśli jeszcze raz o przerwie i niektórych graczy nie zaangażuje do meczu z Hull. Tygrysy niemalże szurają po dnie Championship, są bez formy, idealna okazja na grę Hudsona-Odoi, Ampadu… Chyba się rozmarzyłem. Ten kolejny reset może być ostatnią szansą na wytrzymanie trudności ciężkiego terminarzu, który nadchodzi. Nie zmarnujemy tego na rzecz pewnego zwycięstwa z Hull.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o