Christensen: Najwięcej zawdzięczam Terry’emu

Gdzie dwóch się bije – tam trzeci korzysta. W trakcie „walki” przez jakiś czas byli szkoleniowiec i David Luiz. Na konflikcie Brazylijczyka najbardziej skorzystał dwudziestojednoletni Duńczyk, który dopiero co wrócił z wypożyczenia z Bundesligi. Mowa oczywiście o Andreasie Christensenie, który jest obecnie pewną ostoją defensywy Chelsea. Ostatnio dla hiszpańskiego serwisu udzielił wywiadu dotyczącego jego podróży od duńskiego Brondby, przez Monchengladbach aż po Stamford Bridge.

P: Dołączyłeś do Chelsea w wieku 16 lat i spędziłeś na wypożyczeniu dwa lata. Czujesz się jako swego rodzaju „produkt” The Blues?

A: Dopiero obchodziłem szesnaste urodziny i kończyłem szkołę, kiedy tu przyszedłem. Bronby miało na mnie ogromny wpływ, lecz to dzięki Chelsea mogę grać teraz w pierwszej drużynie. Wiele zawdzięczam klubowi i mam wrażenie, że owszem, jestem produktem klubu.

P: Chelsea była bardzo zdesperowana, by wybić do góry zawodnika z akademii. Jak bardzo to odczułeś?

A: Kiedy odszedłem na dwa lata, czułem presję by wrócić i dostać się do pierwszej drużyny. Zawsze wierzyłem, że mogę wrócić i wywalczyć miejsce w podstawowym składzie – dzięki wywieraniu presji na samym sobie.

P: Ostatnio mówiłeś o psychicznych wyzwaniach podczas gry w takim klubie jak Chelsea. Uważasz, że to przez to młodzi piłkarze w akademii mają takie problemy?

A: Bardzo możliwe. Nawet dorośli piłkarze mają z tym problem. W trakcie przedsezonu przygotowujemy się fizycznie, ale zostaje też kwestia psychiki. Trudno jest cały czas grać i być mentalnie cały czas gotowy. W tym tygodniu mamy jeden dzień odpoczynku i jeden trening, by przygotować się do gry – potem gramy znowu. Jest to o wiele trudniejsze, niż się wydaje.

P: Skąd bierze się Twój chłodny temperament?

A: Temperament mojego taty jest dosyć silny, więc ja zapewne odziedziczyłem swój po mamie, która jest bardziej wyluzowana. Mój ojciec był bramkarzem, trochę szalonym. Zawsze wiedziałem o jego przeszłości. Gdy się urodziłem, musiał przestać grać w piłkę. Dorastałem z nim, jako swego rodzaju trenerem. Był on trenerem lokalnego zespołu – nie miałem odpowiednika swojego rocznika w młodzieżowych zespołach. Chłopaki w zespole grali tam dla przyjemności. Grałem z nimi mimo iż byłem młodszy.

P: Czy widziałeś kiedyś jak gra Twój ojciec?

A: Nie, nigdy. Przestał wraz z moimi narodzinami. Jednak myślę, że był całkiem dobry. Kiedy Peter Schmeichel odszedł do United w 1991 roku, Brondby kupiło mojego tatę. Ogromne wyzwanie dla niego. Zawsze grał w najwyższej klasie rozgrywek w Danii, więc myślę, że nie był taki zły.

P: Jak wyglądało podjęcie decyzji o opuszczeniu Danii?

A: Odwiedziłem Aston Villę, Chelsea, Arsenal i Liverpool. Pierwsza propozycja padła od Aston Villi, kiedy grałem w pucharze Danii jako napastnik. Nie byłem wówczas tak wysoki, byłem dużo szybszy. Jednak po kilku podróżach do Anglii dostałem telefon od Chelsea, która mnie chciała. Przyszedłem tam i nabawiłem się strasznej kontuzji, lecz oni zaoferowali mi pomoc.

P: Więc zdecydowałeś się na Chelsea..

A: Wówczas dyrektorem technicznym w Chelsea był również Duńczyk, Frank Arnesen. Grałem na początku w drużynie U-15. Kiedy miałem podjąc decyzję, skontaktowałem się z Michaelem Emenalo i przekazałem mu, że chcę grać dla The Blues. Był bardzo zadowolony. Arnesen zawsze mi pomagał – to sprawiało, że wszystko było dla mnie łatwiejsze.

P: Jaki wpływ wówczas miał na Ciebie John Terry?

A: Czułem, że miał najlepsze intencje wobec mnie. Dał mi pewność siebie, sprawił, że czułem się bardziej komfortowo. Zawsze mówił, bym nie bał się go pytać o cokolwiek. Jeśli chciałem z nim zostać po treningu – zostawał. Jego zainteresowanie moją osobą dało mi więcej pewności siebie.Zawdzięczam mu bardzo dużo.


P: Podjąłeś śmiałą decyzję o wypożyczeniu dwa lata temu. Wyszło Ci na dobre.

A: Pewnego dnia poszliśmy wcześnie rano do klubu. Obejrzeliśmy mecz, zobaczyliśmy jak działa klub od środka. Zobaczyłem wszystkie udogodnienia, spotkałem się z dyrektorem sportowym Borussi. Wróciłem wieczorem, więc to była krótka wizyta. Wszystko wywarło na mnie dobre wrażenie – duży stadion, tłum kibiców, fantastyczna atmosfera. Grał tam Szwed i Norweg, którzy mówili w moim języku. To sprawiło, że łatwiej było mi się zaaklimatyzować, zwłaszcza, że Niemcy są blisko Danii. Miałem lekcje niemieckiego – po jakimś czasie rozumiałem podstawy. To wszystko jest powodem, dlaczego jestem dziś tu gdzie jestem.

P: Jak dobrą nauką była gra w Bundeslidze?


A. Słyszałem kilka przerażających historii, że jest dużo biegania bez piłki w Niemczech. Miałem szczęście, że nie było tak w Gladbach. Dużo graliśmy piłką. Myślę, że to bardzo mi pomogło. Dostajesz się w trudnych sytuacjach w Niemczech – każda drużyna lubi naciskać wysoko, więc musisz dużo myśleć i być gotowym na wszystko.

P: Antonio Conte trenował już niesamowitych obrońców. Czy zaimponował Ci?
A: Jeśli współpracujemy jako drużyna – Włoch daje nam bardzo dużo. Uświadamia Cie o tym, co może sprawić, że będziesz grał lepiej. Sposób, w jaki gramy, bardzo mi pomaga. Zawsze myślisz: "Co mogę zrobić, aby pomóc zespołowi?" Oglądamy powtórki i mówi: "Musisz tam być, a nie tam". 


Q. Wszyscy potrzebują odpoczynku w tym czasie w sezonie.
Czy nie sądzisz, że odpoczynek jednego piłkarza daje szansę na pokazanie się innemu zawodnikowi?

A. Nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał odpocząć. Zawsze chcemy grać. Czasami czujesz się wyczerpany, ale chcesz grać. To mój pierwszy rok bez odpoczynku - nawet gdy byłem w akademii, mieliśmy ferie zimowe, więc tym razem było ciężko. Jestem przyzwyczajony do tych dwóch tygodni wolnego, w których możesz po prostu odłożyć wszystko na bok i zrelaksować się i robić to, co chcesz robić.

P: Patrząc realistycznie – co Chelsea może w tym sezonie osiągnąć?

A: Jeśli masz mentalność zwycięzcy to możesz wszystko wygrać. Mimo, że zmierzymy się z trudnymi przeciwnikami, niezależnie od tego, czy jest to mecz pucharowy, czy Liga Mistrzów, uważamy, że możemy wygrać. W ten sposób podchodzimy do każdego meczu.


ESPN FC

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz