Jaki był dla Chelsea rok 2016?

tekst alternatywny

Jest 2017 rok, większość z nas rozmyśla teraz nad postanowieniami i planami noworocznymi, ale nam kibicom Chelsea warto chyba wspomnieć ten stary, moim zdaniem ważny dla nas rok. Rok 2016, który rozpoczęliśmy krokiem w tył. Krokiem, po którym wiele zespołów by się tak szybko nie podniosło, my jednak wróciliśmy błyskawicznie i to z wielką mocą. Ale może po kolei, więc jeśli leczycie kaca przy gorącym rosole, lub czekacie na Noworoczny konkurs skoków narciarskich w ramach Turnieju Czterech Skoczni to zapraszam do lektury, w której podsumuje miniony rok.

Kibice Chelsea wchodzili w ten stary rok w nietęgich minach. No dobra powiedzmy sobie szczerze – było fatalnie. Bardzo niskie miejsce w lidze, tylko kilka punktów przewagi nad strefą spadkową. W dodatku przed świętami pożegnaliśmy Jose Mourinho, a zmiana trenera w czasie sezonu nigdy nie jest czymś miłym dla fana. Światełkiem w tunelu był dla nas fakt, że wciąż byliśmy w Lidze Mistrzów, ale i tam losowanie nie było dla nas najlepsze, gdyż kolejny raz trafiliśmy na Paris Saint-Germain. To wszystko dobrze pokazuje, iż nie była to dla nas idealna pozycja wyjściowa w Nowy Rok.

Jednak tak już w życiu jest, że Nowy Rok witamy najczęściej na sylwestrowym kacu. I może właśnie ta słaba sytuacja Chelsea na starcie 2016 roku była takim kacem, z którego Guus Hiddink zaczął nas powoli leczyć. Pierwszy mecz Anno Domini 2016 rozegraliśmy 3. stycznia na Selhurst Park. Było to mocne wejście w 111. wiosnę swojego istnienia dla Chelsea, gdyż wygraliśmy 3:0 z Crystal Palace po bramkach Oscara, Williana i Diego Costy. Później nastąpiła dobra seria w Premier League bez porażki. Pod wodzą tymczasowego trenera w lidze niebiescy przegrali dopiero 9. kwietnia ze Swansea, w międzyczasie odnosząc po 6 zwycięstw i remisów. Ogólnie drużyna pod wodzą holendra odniosła na krajowym podwórku 3 porażki w mijającym roku, dodając do tego 7 zwycięstw i 9 remisów.

W pucharach również nie było kolorowo. W Lidze Mistrzów dwukrotnie ulegliśmy 2:1 wspomnianym wcześniej graczom PSG i odpadliśmy z rozgrywek. Trzy dniu po zakończeniu rywalizacji na europejskich boiskach przegraliśmy 2:0 z Evertonem, co wyeliminowało nas z gry w Pucharze Anglii. Był to moment, w którym zgasła nadzieja na grę jesienią w europejskich pucharach, gdyż jak wiadomo strata w Premiership była już zbyt duża.

Jak widać pierwsza połowa roku 2016 nie była dla nas najlepsza. Zdarzyło się jednak w niej coś, co ma dla nas obecnie bardzo duże znaczenie. Domyślacie się? A więc 4. kwietnia oficjalna strona Chelsea poinformowała, że nowym szkoleniowcem zostanie Antonio Conte. Dziś ciężko sobie wyobrazić mecz naszej drużyny bez Włocha biegającego i gestykulującego przy linii bocznej boiska. Możemy tylko gdybać co by było gdyby to nie poprzedni trener reprezentacji Włoch był teraz naszym wodzem. Słowa „wodzem” nie użyłem przypadkowo, bo uważam, że właśnie kimś takim jest dla całej społeczności Chelsea 47- latek urodzony w Lecce. Jest to człowiek, który znalazł się w zespole Romana Abramowicza w najlepszym momencie, w jakim mógł to zrobić. Dał tej drużynie to czego potrzebowała po tym najgorszym dla siebie sezonie od lat – dał energie i wiarę, że Chelsea znów będzie wielka.

Ta pierwsza część odchodzącego roku stała też pod znakiem spekulacji dotyczących nowego kontraktu dla legendy – Johna Terry’ego. Bardzo długo trwały rozmowy między klubem, a samym zainteresowanym. Również kibice na Stamford sygnalizowali, iż nie wyobrażają sobie drużyny bez wieloletniego kapitana. Ostatecznie 18 maja, czyli w przeddzień rocznicy wygrania Champions League klub podał informację, iż 36-letni anglik zostanie z nami jeszcze na sezon. Wchodząc w ten 2017 rok wypada wspomnieć, że jest to najprawdopodobniej ostatnie półrocze gry Johna dla Chelsea. Można teraz obstawiać ile to łez spadnie z oczu kibiców, jeżeli pod koniec obecnego sezonu przyjdzie nam pożegnać człowieka, który tak wiele nam dał przez ostatnie kilkanaście lat.

W przerwie między sezonami odbyły się Mistrzostwa Europy, a po nich Antonio Conte przyjechał do Londynu by budować nową machinę The Blues. Latem zakupiliśmy bardzo ważnych obecnie piłkarzy – N’golo Kante, Davida Luiza, Marcosa Alonso oraz Michy’ego Batshuayi’a. Belg co prawda dotychczas nie zdobył uznania w oczach włoskiego trenera, ale pozostała trójka gra w pierwszej jedenastce i można uznać, że było to dla Chelsea jedno z najlepszych okien transferowych w ostatnich latach.

Na przełomie lipca i sierpnia zespół z Londynu rozegrał kilka spotkań sparingowych, ale takie mecze są dla mnie zbyt mało miarodajne, aby pisać o nich i wyciągać jakieś konstruktywne wnioski, tym bardziej, że po sparingach nadszedł sezon 2016/17 i już w pierwszym meczu mieliśmy dużo emocji. Było 1:1  kiedy to w 89. minucie meczu z West Hamem Diego Costa dał nam zwycięską bramkę, a Antonio Conte rzucił się w ramiona fanów na stadionie przy Fulham Road, czym zaskarbił sobie sympatie wielu kibiców The Blues. W tamtym momencie Conte zrobił coś, czym wlał w nasze serca nadzieje, że po bezbarwnej połowie roku, jego druga część będzie owocna. Od tamtego wieczoru 15. sierpnia upłynęło sporo wody w Tamizie, a Włoch wykonał wiele tego typu gestów spajających wszystkich ludzi związanych z Chelsea.

Sam po sobie zauważyłem jak tamten mecz i reakcja Conte na mnie podziałała. Nie ukrywam, że w pierwszej połowie roku, gdy Chelsea była w słabej sytuacji nie żyłem tym klubem tak jak teraz, na mecze patrzyło się ciężko, brakowało emocji. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem 15 sierpnia po meczu z West Hamem było sprawdzenie kiedy podopieczni Antonio znów wyjdą na murawę. Wróciło to co uwielbiam w kibicowaniu, czyli życie od meczu do meczu. Mam nadzieję, że jak najdłużej pod wodzą obecnego trenera będę odliczać dni do kolejnego meczu The Blues.

We wrześniu przyszedł jednak gorzki czas dla nas, najpierw przegraliśmy u siebie 2:1 z Liverpool’em, a kilka dni później zostaliśmy zdemolowani przez Arsenal 3:0 na Emirates Stadium. Był to kolejny ważny moment mijającego roku, gdyż wtedy Conte zmienił formację na 3-4-3… Co było dalej doskonale wiemy – pokonaliśmy 13 rywali z rzędu i w ligowej tabeli mamy już sporą przewagę nad grupą pościgową.

W ten sposób dobiegliśmy do końca 2016. roku. Jaki on dla nas był? Na pewno tak jak wcześniej napisałem ważny, ale także mimo wszystko dobry. Poprzedni sezon zakończyliśmy co prawda dopiero na 10. miejscu i po raz pierwszy od dawna nie ma nas w europejskich pucharach, ale czasami trzeba zrobić krok w tył, aby potem zrobić dwa do przodu. Sama końcówka poprzedniego roku napawa nas optymizmem. I wchodząc w 2017 rok z optymizmem, pozostaje mi życzyć Wam, kibicom Chelsea wszystkiego najlepszego – mistrzostwa Anglii, może nawet dubletu, a jesienią dobrego powrotu do Ligi Mistrzów.

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Jaki był dla Chelsea rok 2016?"

Powiadom o
kamilinho
kamilinho

Z piekła do nieba i oby trwać w tym niebie jak najdłużej

KonraddT
KonraddT

Fajna inicjatywa, w części o Hiddinku piszesz o remisach ale używasz słowa porażka, popraw i będzie dobrze

blue4321
blue4321

Rok 2016,był rokiem mieszanych uczuć. 😀

√Pierwiastek
√Pierwiastek
Fajny tekst, miło się czytało. Jednak brakuje mi trochę więcej wniosków po zakończonym już 2016 roku. Powiedzieć, że Chelsea pod wodzą Conte zaczęła grać lepiej i przede wszystkim zdobywać punkty to powiedzieć za mało. Ten klub od czasu przejęcia drużyny przez Conte zyskał również na polu marketingowym. Chelsea zaczęła być bardziej medialna i o dziwo lubiana jako drużyna właśnie Antonio Conte, o którym nigdy złego słowa nie przeczytałem na portalach rywalizujących z nami klubów, a to jest prawdziwa rzadkość. Pisałem już na tej stronie i wcześniej na grupie, żeby wstrzymać się z ocenami trenera przynajmniej do przełomu grudnia/stycznia. Na dzień… Czytaj więcej »
wpDiscuz