Tekst czytelnika: Przez pryzmat jednego meczu – historia Petera Bonettiego

tekst alternatywny

Z okazji dzisiejszych urodzin byłego bramkarza Chelsea, Petera Bonettiego, jeden z naszych czytelników przygotował tekst o jednej z legend The Blues.

Jego seniorska kariera trwała 19 lat, w czasie których rozegrał ponad 750 spotkań. Czasem jednak w życiu piłkarza, a w szczególności bramkarza, jeden mecz jest pryzmatem, przez który kibice patrzą na całą jego karierę. Doświadczył tego Peter Bonetti, legenda Chelsea, jeden z najlepszych angielskich bramkarzy w historii, który w reprezentacji miał pecha trafić na wybitniejszego od siebie. Dziś, 27 września, obchodzi 75. urodziny.

Kontuzja? Gram dalej!

Minęło właśnie pół godziny powtórzonego finału FA Cup pomiędzy Chelsea, a Leeds United w 1970 roku (w pierwszym spotkaniu padł remis 2-2). Mick Jones wpadł z impetem na Bonettiego, właściwie wpychając go do jego własnej bramki i powodując u niego poważny uraz lewego kolana. Bramkarz The Blues dochodził do siebie dobrych kilka minut, a zaraz po powstaniu ledwo mógł ustać na nogach. Sytuacja na boisku nie mogła nikogo dziwić, bo sędzia Eric Jenning, dla którego był to ostatni sezon w roli arbitra, pozwalał zawodnikom obu drużyn właściwie na wszystko. Mecz przeszedł do historii, jako jeden z najbrutalniejszych, jakie widziano w Anglii. Kiedy w 1997 roku analizował go ówczesny sędzia, David Elleray, stwierdził, że według jemu współczesnych przepisów w meczu tym powinno zostać pokazanych 6 czerwonych i 20 żółtych kartek.

Mimo kontuzji Bonetti zdecydował się jednak kontynuować grę, podejmując być może kluczową decyzję dla dalszych losów finału. Do końca meczu miał grać, mogąc posiłkować się jedynie jedną nogą, bo druga bardziej mu przeszkadzała, niż była jakimkolwiek wsparciem. Kulejący golkiper już kilka minut po faulu musiał wyciągać piłkę z siatki, mogąc właściwie jedynie bezradnie patrzeć jak jego wcześniejszy oprawca strzela obok niego. Marzenia o zdobyciu pucharu przez Chelsea zaczęły się oddalać, a dla istniejącego 65 lat klubu było to już trzeci finał o prestiżowe trofeum, którego wciąż nie mieli w swoim dorobku.

Potem jednak minął chyba pierwszy szok i Bonetti odżył. Wciąż trochę kulejąc zaczął bronić tak, jak w pierwszym meczu, kiedy pozwolił swojej drużynie doprowadzić do powtórki finału – wtedy również gonili wynik. Zanotował kilka kluczowych interwencji, a gol Petera Osgooda na 12 minut przed końcowym gwizdkiem doprowadził do dogrywki, w której Chelsea przypieczętowała zwycięstwo głową Davida Webba.

Legenda Chelsea dzięki mamie

Ten mecz świetnie obrazuje karierę Petera Bonettiego. Nie miał wybitnych warunków fizycznych na swoją pozycję (177 centymetrów wzrostu), ale nadrabiał niesłychaną zwinnością, dzięki której dorobił się przydomku „The Cat” – bez wspomnianej zwinności zapewne nie byłby w stanie rozegrać jeden z najlepszych występów w swojej karierze, z jedną niesprawną nogą. W Chelsea, której jest legendą – w jej koszulce grał przez 18 sezonów swojej kariery –właściwie nie wychodził spomiędzy słupków, jak widać czasami nawet wtedy, gdy był kontuzjowany. Zagrał w klubie 729 meczów, ustępując pod względem liczby występów jedynie rekordziście: Ronowi Harrisowi. Na Stamford Bridge jednak w ogóle by się nie pojawił, gdyby nie jego matka, która postanowiła napisać list do Teda Drake’a, ówczesnego trenera The Blues, aby zechciał przyjąć syna na testy. Bonetti wykorzystał szansę i z młodzieżowego zespołu Reading przeniósł się do Chelsea, niedługo później zostając profesjonalnym zawodnikiem.

Inauguracyjny mecz w niebieskich barwach zagrał w marcu 1960 roku, mając 18 lat, i już w nim zachował czyste konto, jak się później okazało – pierwsze z 208 w klubie (jego wyczyn pobił dopiero Petr Cech). Miał udział w każdym sukcesie (i niepowodzeniu) Chelsea w latach 60. i 70. Prawdopodobnie najwspanialszym jego sezonem był ten na przełomie dekad, w którym oprócz tryumfu w FA Cup udało się Chelsea wspiąć na trzecie miejsce w lidze, ale podobnego wyczynu dokonali również w 1965 roku. Wtedy jednak poza wywalczeniem miejsca na podium wygrali Puchar Ligi.

Reprezentacyjna szansa

Tyle że nie z tego heroicznego występu w meczu z Leeds Bonetti został zapamiętany przez angielskich kibiców, a z feralnego występu w ćwierćfinale mistrzostw świata 1970 roku, w którym Anglia mierzyła się z RFN. Meczu, który teoretycznie przyszedł w najlepszym dla niego momencie. Po wspaniałym sezonie miał zagrać w niezwykle ważnej dla reprezentacji chwili, wreszcie dostając okazję, aby się w niej spełnić, choć przez całe życie było mu z nią pod górkę.

Pomiędzy słupkami w Anglii wciąż rządził legendarny Gordon Banks. Ten, który zablokował Bonettiemu drogę do podstawowej jedenastki w 1966 roku – nie zagrał ani minuty, chociaż był częścią składu – kiedy reprezentacja zdobywała złoty medal mistrzostw świata. Ten, którego bramkarz Chelsea musiał właściwie przez całą karierę podziwiać z ławki rezerwowych; miał pecha, trafił na lepszego od siebie, a miejsce na linii bramkowej jest tylko jedno. Prawdę powiedziawszy w spotkaniu z RFN również nie miał w ogóle wystąpić. Jednak dzień przed meczem Banks cierpiał na problemy żołądkowe, prawdopodobnie dlatego, że pozwolił sobie na wypicie meksykańskiego piwa, chociaż trener Alf Ramsey obsesyjnie ostrzegał, żeby jego zawodnicy nie tykali miejscowych produktów spożywczych.

Rankiem w dniu meczu sytuacja się poprawiła i podstawowy bramkarz reprezentacji został zaanonsowany do składu na porannej odprawie. Jednak problemy wróciły i zupełnie niespodziewanie, także dla samego siebie, zagrać musiał Bonetti.

Anglicy byli zdecydowanymi faworytami meczu. Z grupy co prawda wyszli na drugim miejscu, ale z pierwszą Brazylią, która grała wtedy niesamowicie, przegrali minimalnie, a kibice oglądali niezwykle wyrównane starcie. Rewanżu wszyscy spodziewali się w finale.

Początkowo mecz układał po myśli Anglików. Wygrywali już 2:0, a Niemcy wydawali się rozbici, dlatego Ramsey zdecydował się na zdjęcie dwóch kluczowych zawodników – Charltona oraz Petersa – aby oszczędzać ich na półfinał. Wtedy zaś losy meczu zaczęły się odwracać. RFN doprowadziło do wyrównania, w dogrywce przypieczętowując awans. Bonetti nie miał swojego dnia, zawalił jedną z trzech bramek Niemców – tę pierwszą, strzeloną przez Beckenbauera. Od tego momentu został w oczach kibiców obarczony winą za porażkę, chociaż przy pozostałych dwóch bramkach mógł jedynie załamywać ręce nad grą swoich kolegów w obronie. Kto by jednak o tym pamiętał?

Okrutna pamięć kibiców

W reprezentacji już nie zagrał. Licznik zatrzymał się na siedmiu występach. Nie miało znaczenia, że w poprzednich sześciu stracił tylko jednego (!) gola. Błąd nie został mu zapomniany – poza tym w bramce wciąż pewne miejsce miał Banks, a po nim do składu zaczął pukać Peter Shilton, który później uzbierał najwięcej występów w reprezentacji Anglii.

Kiedy w 2010 roku bramkarz Robert Green popełniał katastrofalny błąd w meczu Anglików ze Stanami Zjednoczonymi w obronę wziął go Bonetti. – Minęło 40 lat, od kiedy popełniłem podobną gafę po strzale Franza Beckenbauera w ćwierćfinale mistrzostw świata w Meksyku i wciąż nie pozwolono mi o tym zapomnieć. To smutne, że jeśli chodzi o bramkarzy, ludzie pamiętają tylko nasze błędy – szczególnie, gdy zdarzą się w wielkich meczach. Green popisał się świetną interwencją w drugiej połowie, ale nie to zdominuje nagłówki gazet; istnieje więc niebezpieczeństwo, że zostanie zapamiętany z tego jednego błędu. I tylko z niego. Napastnicy mogą zmarnować kilka okazji, a kiedy w końcu jakoś strzelą gola, kibice wszystko im zapomną. Błędy bramkarzy są śmiertelne; nie ma buforu bezpieczeństwa – mówił, a w jego słowach przebija gorycz własnych doświadczeń.

Stany Zjednoczone, listonosz, trener

Kolejny sezon był dla Bonettiego trudny. Z powodu kontuzji i choroby grał mniej niż w poprzednich latach, ale w kluczowej dla klubu powtórce finału Pucharu Zdobywców Pucharów z Realem Madryt znów dał niezwykły popis swojej gry, pomagając Chelsea zdobyć trofeum. W 1975 przerwał swój pobyt w Londynie i udał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie zagrał 21 meczów w St. Louis Stars, pomagając drużynie wygrać Central Division i dostać się do półfinału w play–offach. Potem wrócił do Chelsea swoim doświadczeniem, pomagając jej w sezonie 1976/1977 wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej. W maju 1979 roku rozegrał swój ostatni mecz i przeszedł na piłkarską emeryturę – został listonoszem w Isle of Mull. Na chwilę przerwał emeryturę, aby zagrać kilka meczów dla szkockiego Dundee United. Później poświęcił się pracy trenera bramkarzy, którą wykonywał oczywiście w Chelsea, ale także w reprezentacji, Newcastle United, Fullham czy Manchesterze City. Dla wielu Bonetti to jednak wciąż tylko bramkarz, który zrzucił najlepszą reprezentację Anglii w historii z drogi wiodącej prosto do finału.


Tekst autorstwa Bartłomieja Stachnika.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Tekst czytelnika: Przez pryzmat jednego meczu – historia Petera Bonettiego"

Powiadom o
kotyniak
kotyniak

Bardzo fajny tekst Bartku, dobrze i ciekawie napisany. Niestety kibice to najwięksi krytycy i raz jesteś uwielbiany a raz Tobą gardzą. Peterowi się nie poszczęściło, ale z drugiej strony może ranga meczu go przerosła 🙂

wpDiscuz